Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARTYŚCI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARTYŚCI. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 grudnia 2014
sobota, 4 maja 2013
DEPRESJA DIANE ARBUS
Diane
Arbus - (1923 – 1971)
Uważana
za jedną z najważniejszych artystek XX wieku. Kobieta, której
prace zakwestionowało tradycyjne pojmowanie estetyki w fotografii.
Czerń i biel – piękno i szpetota. Jej sposób fotografowania na
zawsze odcisnął trwały ślad na pracy tych, którzy poszli jej
śladami.
Ta
urodzona w rodzinie żydowskich potentatów futer, wychowywana
jak osiemnastowieczna księżniczka, której francuska niania
zabraniała podczas zabawy z rodzeństwem ściągać białe
rękawiczki, jako dorosła kobieta wchodziła do mieszkań w
nowojorskich gettach, do obskurnych pokoi hotelowych, cyrkowych
namiotów, na zaplecza barów tabel-dance i na spotkania
amerykańskich nazistów. Oglądała obcych ludzi w najbardziej
intymnych relacjach z rodziną, kochankami, z narcystycznym odbiciem
w lustrze garderoby. Była odważna, a nawet, jeśli czuła niepokój,
brała górę ciekawość i przekonanie, że jeśli nie zrobi tych
zdjęć, ludzie pewnych rzeczy nigdy nie zobaczą. W sierpniu 1970
roku jej zdjęcie Miss Mary King and her dog, Troubles otrzymało
nagrodę od American Society of Magazine Photographers za: „ukazanie
prawdy w znalezionej osobie, która mogłaby nie zostać dostrzeżona,
przez mniej spostrzegawczych”.
©Diane
Arbus, Identyczne bliźniaczki Roselle, New Yersey, 1967
Fascynowała
ją kontrowersyjna brzydota, coś co stało w kontraście do
normalności. Czerń i biel życia. O czym myślała przemierzając
brudne ulice Nowego Jorku. Co nią kierowało ? Czy osobiste
skrzywienie psychiczne, czy tylko ciekawość „dziewczynki z
dobrego domu” którą pociąga to co zakazane i brzydkie..
Fotografowała karłów, psychicznie chorych, ludzi z zespołem
Downa.
Szokowała? Raczej udowadniała, że świat jest różnorodny,
ciekawy i czasem taki „inny”.
Poszukiwała
również bohaterów swoich foto-opowieści przez ogłoszenia.
Nudystów, połykaczy ognia, transwestytów, niewidomych, karłów i
wielkoludów, bliźniaczek, trojaczek i „supergwiazd” okolicznych
spelunek i barów. Wiem jak trudne jest robienie takich zdjęć, jaka szalona motywacja, by wyzwolić w obiekcie zdjęć chęć pokazania
się w swej chorobie, czy szpetocie. Mimo moich wielu lat zmagać z
aparatem nigdy nie miałam w sobie podobnej siły . Ta masa
sprzętu, którą musiała ciągnąć za sobą . Nie były to
przecież cyfrowe lustrzanki, lekkie, łatwe do ukrycia. Nie, nie
wiem jak jej się to udawało i co było początkiem tej ekstremalnej
pasji...... Jak przekonywała ludzi, na
przykład nudystów, do pozowania? Ludzie którzy ją znali twierdzili, że to osobista siłą, ludzie jej ufali. Nie było w niej
samej żadnych barier, „zrobić zdjęcie, to jakby kogoś uwieść”.
Jej
zdjęcia mają niezwykłą moc i przesłanie. To wołanie o miłość
do innego, tolerancję i akceptację ludzkiej "dziwności".
W
1971 roku Diane Arbus popełniła samobójstwo podcinając sobie żyły
i przyjmując dużą ilość leków psychotropowych. I tu chyba
należy szukać przyczyny jej zainteresowań, ale i jej osobistej
tragedii.
„Wierzę
naprawdę, że są rzeczy, których nikt by nie zauważył, gdybym
ich nie sfotografowała”
niedziela, 27 stycznia 2013
RUINY PO BARZE BARCELONA - ADAM ZIEMIANIN NA MURACH
“Są
takie miejsca... gdzie ludziom uśmiechanie się przychodzi
wyjątkowo łatwo, gdzie myśli są radosne, dni harmonijne i
piękne. Z uśmiechem na twarzy i aparatem w ręce wyruszam w te
miejsca, odwiedzam ich mieszkańców, chłonę ich miłość,
tryb dnia, wolność i radość.”
BARTOLOMEO KOCZENASZ
Ten
radosny człowiek to działacz na rzecz uśmiechu w Polsce. Jest
kreatywnym fotografem, radosnym studentem filozofii, twórcą
podróżniczego projektu Smiley Planet (Uśmiechnięta Planeta) i
organizatorem Pierwszego Światowego Dnia Uśmiechu w Krakowie.
Obecnie mieszka w Krakowie, gdzie studiuje, tworzy i prowadzi
zajęcia z Jogi Śmiechu.
Barcelona
Obudziłem się nagle w "Barcelonie"
pan Jasio nerwowo
roznosił piwo
jak zwykle nie wydając reszty
pan Jasio nerwowo
roznosił piwo
jak zwykle nie wydając reszty
Galaretka wieprzowa
trzęsła się ze strachu
gdy przy drugim stoliku
usiadł donosiciel
trzęsła się ze strachu
gdy przy drugim stoliku
usiadł donosiciel
Wojtek Belon
wciąż chciał
wyjechać z "Barcelony"
w góry
lecz coś go trzymało
wciąż chciał
wyjechać z "Barcelony"
w góry
lecz coś go trzymało
Potem przyszedł Andrzej
z Musiałem i Jurkiem Gizellą
usmiechali się stypendialnie
z Musiałem i Jurkiem Gizellą
usmiechali się stypendialnie
Wtedy jeszcze mieliśmy
paszporty do młodości
takie radosne
paszporty do młodości
takie radosne
Mural powstał w ramach trwającego Grolsch Art Festival - Kraków 2012. Autorem jest Bartolomeo Koczenasz. Mural złożony z wersów wiersza Adama Ziemianina "Barcelona".
Ruiny po barze Barcelona................
wtorek, 1 maja 2012
SŁODKI UROK DEKADENCJI - HELMUT NEWTON W GRAND PALAIS
Otwarcie wystawy w Grand Palais Helmuta Newtona
W dniu 23 marca otwarto pierwszą we Francji retrospektywną wystawę Helmuta Newtona. Nagie kobiety w smokingach, prowokacyjne portrety twórców, gwiazd kina. Wystawa przyciągnęła wiele osobistości ze świata mody i sztuki, jak Alber Elbaz, Catherine Deneuve, Henry Haider Ackermann Chapier lub Ines de la Fressange.
Lubię obraz kreowany przez Helmuta. Ciężki, przytłaczający męski styl nie zawsze pasujący do fotografowania mody. Nagie duże kobiety w szpilkach, monoklach, odziane w skóry to ulubione elementy zdjęć. Jako twórca kontrowersyjny, ale jakiż przez to ciekawy.....:)
Newton zaczął karierę po wojnie jako fotograf niezależny - zajmował się głównie modą. Pracował dla magazynów takich jak "VOGUE". Od końca lat pięćdzięsiątych fotografował głównie modę. W 1961 roku osiedlił się w Paryżu. Wypracował swój własny styl nacechowany sadomasochistycznymi i fetyszystycznymi podtekstami. W 1980 wydał serie BIG NUDES., która zwiększyła jego kontrowersyjną sławę. Fotografie Newtona były wielokrotnie wydawane w postaci albumów, z których warto wymienić WHITE WOMAN, BIG NUDES, PRIVATE PROPERTY czy SUMO.
W ostatnich latach życia mieszkał w Monte Carlo i Los Angeles. Zginął W 2004 roku w wypadku samochodowym w Hollywood w Kalifornii. Uderzył samochodem w ścianę hotelu Chateau Marmont, w którym gościł podczas swojego pobytu w Kalifornii.
.
Wystawa Helmuta Newtona w Grand Palais do 17 czerwca 2012. Mam zamiar tam być:) a i Was zachęcam.
sobota, 10 grudnia 2011
środa, 7 września 2011
wtorek, 19 lipca 2011
VIVIAN MAIER - NIANIA, KTÓRA PRZEJDZIE DO HISTORII
Tajemnicza,skromna Pani Niania-fotograf. Fotografowała z pasją wszystko to co ją zaciekawiło. W momencie zwolnienia migawki temat nie wydawał się aż tak ciekawy, więc wiele rolek jej filmów nie doczekały się za jej życia wywołania. Po 50-60 latach jednak uchwycone momenty nabrały innego wymiaru. Czas zapisany na kliszach dawno już przeminął.To tylko przypadek sprawił,że te fotografie zobaczyły światło dzienne.
Vivian Maier zmarła w kwietniu 2009 w Chicago.
Krótko potem pewien fotograf, John Maloof, kupił na aukcji staroci 40.000 negatywów.
Nie wiedział co kupuje, a kwota 400 dol. nie była kwotą wysoką. Zaryzykował.
John Maloof trafił na prawdziwy skarb. Były to zdjęcia z lat 1950-70 Vivien Maier.
Parę tych zdjęć zamieszczam.
Kim była Vivian Maier? Była jedną z nas.... milionów nieznanych fotografów:)
A mnie i tak wydaje się, że świat dla fotografa 50 lat temu był bardziej przyjazny. Prawo do wizerunku:) Twarze z tych fotografii przeszły do histori.
piątek, 4 lutego 2011
NIKIFOR Z JAWORZNI
Jan Bernasiewicz,
zwany "Bernasiem", urodził się 01.06.1908 r w Jaworzni - Gniewcach koło Kielc. Jego ojciec – Władysław zajmował się wypasem owiec. Jan sam o sobie mawiał: „Jestem chłopem wiejskim, polskim, pospolitym...”. Dzieciństwo spędził pomagając rodzicom w pracach gospodarskich i ukończył tylko 2 oddziały wiejskiej szkoły. Ożenił się dopiero w wieku 47. lat po śmierci obojga rodziców. Ciężko pracował i w latach 60-tych XX wieku zachorował trafił do szpitala. Pierwszym „jawnym działaniem” była budowa kapliczki – spełnienie ślubu, który uczynił w czasie choroby. Zdolności do rzeźbiarstwa przejawiał już w dzieciństwie, ale nie pozwalała mu na to matka. Dopiero po jej śmierci w wolnych chwilach rzeźbił, ale nie pokazywał swoich bojąc się dezaprobaty swego środowiska. Dopiero kiedy kilka jego rzeźb kupił społeczny inspektor ochrony zabytków – Jan Ciołak – Bernasiewicz zaczął pokazywać swoje prace. Pod koniec lat 70-tych XX wieku urządził w przydomowym ogródku „Małe Muzeum w Jaworzni”, które w roku 1981 przemianował na „Muzeum Jana Bernasiewicza w Jaworzni”. Znajdowało się tam ponad 700 prac, przede wszystkim postaci zasłużonych dla Polski i związanych z jej tradycją i historią. Uważał, że niewystarczająco znani są "Ojce naszej Ojczyzny Polski" i jeśli się stworzy takie miejsce "meblowane historią Polski", to wszyscy: dziecko ze szkoły podstawowej, czy prosty rolnik z kieleckiej wsi będą mieli wgląd w historię naszego kraju. Początkowo chciał, aby pochowano go w ogródku, obok rzeźb, jednak na krótko przed śmiercią, która nastąpiła 24.11.1994 roku, zdecydował się na przekazanie swoich prac Muzeum Wsi Kieleckiej – Skansenowi w Tokarni, gdzie możemy podziwiać je do dziś na wystawie stałej „Ocalić od zapomnienia. Jan Bernasiewicz, twórca ogrodu rzeźb”. Zachowały się pamiętniki, które spisywał za życia. Opisane są w nich niemal wszystkie stworzone rzeźby. W swojej twórczości porównywany jest do Nikifora. Nie posiadając żadnego przygotowania teoretycznego, stworzył własny styl i jako prosty człowiek osiągnął zdumiewające rezultaty. Jeszcze za jego życia ogród rzeźb często i tłumnie odwiedzali Niemcy, a także przedstawiciele telewizji, radia i prasy.
Twórczość Jan Bernasiewicza opisywała w wierszach jego żona – Maria.
Wstaję o świcie i myślę sobie
co ja dziś nowego zrobię
Moje myśli były pierwsze
Ty rób rzeźby, a ja wiersze
I nabraliśmy ochoty, wzięliśmy się do roboty
ak się jakoś skojarzyło, rzeźby więcej nam przybyło
I ja z wierszami wyruszę, to Ciebie doścignąć muszę
I ścigamy się czynami, On rzeźbi, a Ja z wierszami
Maria Bernasiewicz 1995
zwany "Bernasiem", urodził się 01.06.1908 r w Jaworzni - Gniewcach koło Kielc. Jego ojciec – Władysław zajmował się wypasem owiec. Jan sam o sobie mawiał: „Jestem chłopem wiejskim, polskim, pospolitym...”. Dzieciństwo spędził pomagając rodzicom w pracach gospodarskich i ukończył tylko 2 oddziały wiejskiej szkoły. Ożenił się dopiero w wieku 47. lat po śmierci obojga rodziców. Ciężko pracował i w latach 60-tych XX wieku zachorował trafił do szpitala. Pierwszym „jawnym działaniem” była budowa kapliczki – spełnienie ślubu, który uczynił w czasie choroby. Zdolności do rzeźbiarstwa przejawiał już w dzieciństwie, ale nie pozwalała mu na to matka. Dopiero po jej śmierci w wolnych chwilach rzeźbił, ale nie pokazywał swoich bojąc się dezaprobaty swego środowiska. Dopiero kiedy kilka jego rzeźb kupił społeczny inspektor ochrony zabytków – Jan Ciołak – Bernasiewicz zaczął pokazywać swoje prace. Pod koniec lat 70-tych XX wieku urządził w przydomowym ogródku „Małe Muzeum w Jaworzni”, które w roku 1981 przemianował na „Muzeum Jana Bernasiewicza w Jaworzni”. Znajdowało się tam ponad 700 prac, przede wszystkim postaci zasłużonych dla Polski i związanych z jej tradycją i historią. Uważał, że niewystarczająco znani są "Ojce naszej Ojczyzny Polski" i jeśli się stworzy takie miejsce "meblowane historią Polski", to wszyscy: dziecko ze szkoły podstawowej, czy prosty rolnik z kieleckiej wsi będą mieli wgląd w historię naszego kraju. Początkowo chciał, aby pochowano go w ogródku, obok rzeźb, jednak na krótko przed śmiercią, która nastąpiła 24.11.1994 roku, zdecydował się na przekazanie swoich prac Muzeum Wsi Kieleckiej – Skansenowi w Tokarni, gdzie możemy podziwiać je do dziś na wystawie stałej „Ocalić od zapomnienia. Jan Bernasiewicz, twórca ogrodu rzeźb”. Zachowały się pamiętniki, które spisywał za życia. Opisane są w nich niemal wszystkie stworzone rzeźby. W swojej twórczości porównywany jest do Nikifora. Nie posiadając żadnego przygotowania teoretycznego, stworzył własny styl i jako prosty człowiek osiągnął zdumiewające rezultaty. Jeszcze za jego życia ogród rzeźb często i tłumnie odwiedzali Niemcy, a także przedstawiciele telewizji, radia i prasy.
Twórczość Jan Bernasiewicza opisywała w wierszach jego żona – Maria.
Wstaję o świcie i myślę sobie
co ja dziś nowego zrobię
Moje myśli były pierwsze
Ty rób rzeźby, a ja wiersze
I nabraliśmy ochoty, wzięliśmy się do roboty
ak się jakoś skojarzyło, rzeźby więcej nam przybyło
I ja z wierszami wyruszę, to Ciebie doścignąć muszę
I ścigamy się czynami, On rzeźbi, a Ja z wierszami
Maria Bernasiewicz 1995
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


















































