Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ULUBIONE WIERSZE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ULUBIONE WIERSZE. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 maja 2013

KREWETKI Z CHILLI

Dzisiaj na śniadanie zamiast owsianki czy innej zabajonej treści krewetki w chili i czosnku. Stawia na nogi nie gorzej niż kawa.....
Czasami zapominam o   normalnych przyjemnościach :) 


Cykl 24-godzinny powoduje, że codziennie wykonujemy te same czynności, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. No nie, może sobie zdajemy sprawę tylko do końca nic na to poradzić nie możemy. No i ta nieuchronność........codzienności. ŁAdnie to napisał Andrzej Waligórski w Limerykach.....

LIMERYKI
Żył raz mnich, co zbieraczem był ikon
Dnia jednego wydał gromki ryk on,
Rzucił klasztor z tym rykiem
I się został górnikiem
Co przekraczał stale dzienny wykon.

Żył raz pewien chłop na Dolnym Śląsku
Co nie spełniał swoich obowiązków
Tylko chadzał na bale,
I za to raz szakale
Pozjadały go kąsek po kąsku

Nieuczciwy sprzedawca w komisie
Brał zbyt dużą należność za misie
Nylonowe, a za to
Wpadł do beczki z sałatą
I tam nogi połamały mu się.

Pewien autor przepięknej symfonii
Stał się raz właścicielem "Panonii"
I świecąc sobie świeczką
Odkręcił w baku wieczko
(...)

Pewien młody badacz od kolegi
Wypożyczył wóz na cztery biegi
I świecąc sobie świeczką
Odkręcił w baku wieczko
Wskutek czego zamienił się w piegi.

Był raz jeden chłopaczek z Kleciny
Co się nie mógł nauczyć łaciny
Aż nauczył się naraz
Gdy kolega kawalarz
Dał mu wódki z domieszką benzyny.

Posłał jeden miłośnik opery
Primadonnie dwa szwajcarskie sery,
Poczem trzy pierwsze rzędy
Uciekały w te pędy
Przekraczając dźwiękowe bariery

Jeden facet zaczął nocną porą
wołać głośno że widzi znak Zorro,
I przykro było ujrzeć
Jak go żona wraz z wujciem
I z babunią grubą lagą piorą.

Raz na Krzykach tuż koło remizy
Dwaj bandyci robili sriptizy,
Lecz nie sobie, przechodniom!
A całą odzież spodnią
Ładowali do dużej walizy.

W poniedziałek odkryto na Hubach
Nielegalny dział produkcji rubach
Luźnych, względnie z wycięciem
Co cieszyły się wzięciem
Na prywatkach, pogrzebach i ślubach.

Administrator Adam admirował Annę
Która przyszła by zgłosić swą zatkaną wannę,
Stąd od dnia ślubu czują i Adam i Ania
Atawistyczną ansę do ablucjowania.

Buszował był Benedykt bezowocnie w biurze
Bo pragnął w swój życiorys wnieść zmiany nieduże,
Ale stróż nocny słysząc że gdzieś trzeszczy dykta
Bagnetem bardzo bęcnął w biodro Benedykta.

Całował cwaną Cesię celowniczy coraz
Pragnąc jej swoich uczuć wyrazić iloraz,
Ale zginęli szybko i lekko jak muszki
Cisnąc ciałami cyngiel cesarskej Car-puszki.

Drwił dekadencki Dyzio z dramatów Dygata
Choć ów powieści pisze nie żadne dramata,
Wreszcie zeźlony Dygat krzyknąwszy - psiajucha!
Dodusił w Dyziu dublem dekadencji ducha.

Eksmitował Edmunda do Ełka Eustachy
Bo Edmund rwał mu żonę pod szyldem gry w szachy.
Co słysząc, owa żona zemdlała pośród zgiełku
A erotoman Edmund eksplodował w Ełku.


Miłego "nieuchronnego" :) na dzisiaj.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Pora na kasztany

Przeszukując internet w poszukiwaniu sposobu na najlepsze uprażenie kasztanów znalazłam piękny wiersz Waligórskiego. Moja niestrudzona wyobrażnia znalazła taką wyspę, na której brzegu pieczemy właśnie kasztany :) od czasu do czasu uchylając się pod kasztanową kanonadą:) Są pyszne i nie zgadzam się, że te , które u nas sprzedają nadają sie tylko na grzechodki dla dzieci:) Zgadzam sie jednak z tym, że najlepsze kasztany są na Placu Pigalle :)




WYSPA




Być może jest taka wyspa,

Na jakimś oceanie,

Która ma jedną przystań

I jeden jacht w tej przystani.

I wody jednej rzeki,

Przecinają ją w poprzek.

I jeden strażnik rekin,

Pilnuje wyspy dobrze.

I pojedynczo się łamią,

O skałę samotne fale,

I jeden czarny namiot

Stoi na owej skale.

Nad palmą jedną, jedyną

Błyszczy jedyna gwiazda

A gdy się chce tam dopłynąć

Jest tylko jedna jazda

Gdyż jeden jest kierunek

I jeden mały bilet

Więc po swój biedny pakunek

Niebawem się pochylę

I opuszczę swą izbę bez słów i powrotów.

I popłynę na wyspę

Do czarnego namiotu.

I będzie coraz ciemniej,

Ciepło, smutno i mglisto.

Psy, kiedy wyją w pełnię

Też tęsknią za tą wyspą.



Być może jest taka wyspa,

Na jakimś oceanie,

Która ma jedną przystań

I jeden jacht w tej przystani.

Być może...Być może...



Andrzej Waligórski

wtorek, 3 sierpnia 2010

HALCIA:) GOŁĘBIANKA

na północy ściął mróz
z nieba spadł wielki wóz
przykrył drogi pola i lasy
myśli zmarzły na lód
dobre sny zmorzył głód
lecz przynajmniej się można przestraszyć

na południu już skwar
miękki puch z nieba zdarł
kruchy pejzaż na piasek przepalił
jak upalnie mój boże
lecz przynajmniej być może
wreszcie byśmy się tam zakochali

a w krakowie na gołębiej pada deszcz
gdy konieczność istnienia trudna jest do zniesienia
w korytarzu i w kuchni pada też
przyklejony do ściany zwijam mokre dywany
nie od deszczu mokre lecz od łez

na zachodzie już noc
wciągasz głowę pod koc
raz zasypiasz i sprawa jest czysta
dłonie zapleć i złóż
nie obudzisz się już
lecz przynajmniej raz możesz się wyspać

jeśli wrażeń cię głód
zagna kiedyś na wschód
nie za długo tam chyba wytrzymasz
lecz na wschodzie przynajmniej życie płynie zwyczajnie
słońce wschodzi i dzień się zaczyna

a w krakowie na gołębiej  pada deszcz
przemęczony i senny zlew przecieka kuchenny
kaloryfer jak mysz się poci też
z góry na dół kałuże przepływają po sznurze
nie od deszczu mokrym lecz od łez

bo w krakowie na gołębiej  pada deszcz
gdy zagadka istnienia zmusza mnie do myślenia
w korytarzu i w kuchni pada też
przyklejony do ściany zwijam mokre dywany
nie od deszczu mokre lecz od łez
bo w krakowie na brackiej pada deszcz

bo w krakowie na gołębiej  pada
pada deszcz
pada deszcz 

Sądzę, że  tego słownego żarciku Pan Michał Zabłocki autor tych słów nam nie będzie miał nam za złe. Mały sklepik róg Gołębiej i Brackiej w Krakowie , w którym rządy sprawuje Halina Wenzel:)

wtorek, 2 marca 2010



Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie,
Będą miejsca w książkach i miejsca przy stole.
Kasztan kiedy kwitnie lub owoc otwiera
Będą drzewa, ulice, ktoś nagle zawoła.
Ktoś do drzwi zapuka, pamięć przyniesie
Z kwiatem, z godziną, z kolorem.
Gdziekolwiek będziesz, cokolwiek się stanie.
Gdziekolwiek będziesz...

Wciąż będzie początek, bo wszędzie są mosty
Prawdziwe jak powietrze, ode mnie do ciebie,
Gdziekolwiek będę, cokolwiek się stanie.
Gdziekolwiek będę...

Marek Grechuta

 

Zdjęcia wykonane w Woli Batorskie, czyli u mnie:)