Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZŁOTE MYŚLI:):). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZŁOTE MYŚLI:):). Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 kwietnia 2013

CAŁKIEM ZNANA PRAWDA.....A JEDNAK


Charles Bukowski o wyzysku i pracy na etacie 




Portal http://booklips.pl opublikował z zupełnie fajnym dopełnieniem list  Charlesa Bukowskiego do swojego wydawcy. Pozwoliłam sobie na skopiowanie w całości.



"...W 1986 roku Charles Bukowski wysłał do swojego wydawcy list, w którym wspomina czasy, gdy pracował w firmie zajmującej się osprzętem oświetleniowym, oraz dzieli się przemyśleniami na temat aktualnych wydarzeń (w tym przypadku fali zwolnień, która przetoczyła się przez USA w latach osiemdziesiątych za sprawą polityki deregulacji rynku i „pobudzenia gospodarki” administracji Reagana).

List, którego wymowa społeczna jest zaskakująco aktualna w dzisiejszych czasach, został opublikowany w zbiorze korespondencji Bukowskiego pt. „Reach for the Sun. Selected letters 1978-1994 vol. 3″.


Cześć John:Dzięki za dobry list. Myślę, że czasami nie zaszkodzi pamiętać, skąd się przyszło. Znasz miejsca, skąd ja przyszedłem. Nawet ludzie, którzy o tym piszą lub robią filmy, nie mają o tym pojęcia. Nazywają to ‘Od 9 do 5’1. To nigdy nie jest od 9 do 5, nie ma przerwy na lunch w takich miejscach, w rzeczywistości w wielu z nich, żeby zachować pracę, nie idzie się na lunch. Za to są nadgodziny, a księgowość nigdy nie potrafi policzyć ich jak należy, a jeśli narzekasz, to na twoje miejsce czeka kolejny frajer.Znasz moje stare powiedzenie: ‘Niewolnictwo nigdy nie zostało zniesione, po prostu zostało rozciągnięte na wszystkie kolory’.I to co sprawia ból, to stale znikające człowieczeństwo u tych, co walczą o utrzymanie pracy, której nie chcą, ale obawiają się gorszej alternatywy. Ludzie po prostu stają się pustką. Są ciałami ze strachliwymi i posłusznymi umysłami. Ich oczy tracą blask. Głos staje się paskudny. I ciało. Włosy. Paznokcie. Buty. Wszystko.Jako młody człowiek nie byłem w stanie uwierzyć, że ludzie mogą poddać się takim warunkom. Jako stary człowiek wciąż nie mogę w to uwierzyć. Z jakiego powodu to robią? Dla seksu? Telewizora? Samochodu na raty? Czy dzieci? Dzieci, które zrobią potem dokładnie to samo co oni?We wczesnej młodości, kiedy przechodziłem z jednej pracy do drugiej, byłem na tyle głupi, że czasami mówiłem do moich współpracowników: ‚Hej, szef może wejść tu w każdej chwili i zwolnić nas wszystkich, tak po prostu, nie rozumiecie tego?’Tylko na mnie patrzyli. Przedstawiałem im coś, czego nie chcieli do siebie dopuścić.Obecnie w przemyśle są ogromne zwolnienia (huty, zmiany technologiczne w innych fabrykach). Są zwalniani setkami tysięcy, a na ich twarzach maluje się zdumienie:‘Oddałem 35 lat swojego życia…’‘To niesprawiedliwe’‘Nie wiem, co robić’

Nigdy nie płacą niewolnikom wystarczająco dużo, żeby mogli się wyzwolić, tylko w sam raz, żeby mogli przeżyć i wrócić do pracy. Byłem w stanie to dostrzec. Dlaczego oni nie byli? Doszedłem do wniosku, że ławka w parku albo bycie ćmą barową były tak samo dobre.

Właśnie napisałem o tym wszystkim z odrazą i przyniosło mi ulgę wyrzucenie z siebie tego gówna. A teraz, gdy jestem tak zwanym zawodowym pisarzem, po tym jak zmarnowałem pierwsze 50 lat życia, odkryłem, że istnieją kolejne odrazy

Pamiętam, jak kiedyś pracowałem jako pakowacz w pewnej firmie oświetleniowej i jeden z pakowaczy powiedział znienacka: ‘Nigdy nie będę wolny!’
Jeden z szefów przechodził (nazywał się Morrie) i wypuścił z siebie taki uroczy rechot, czerpiąc satysfakcję z faktu, że ów pakowacz był uwięziony na całe życie.

Zatem szczęście, że udało mi się w końcu wydostać z tych miejsc, nieważne ile czasu mi to zajęło, dało mi poczucie radości, radosną uciechę z cudu. Obecnie piszę ze starego umysłu i starego ciała, dawno po czasie, w którym większość ludzi nadal myślałaby o czymś takim, ale skoro zacząłem tak późno, jestem sobie to winny i choć słowa zaczynają się chwiać, i trzeba mi pomoc wejść po schodach, i nie potrafię odróżnić błękitnika od spinacza do papieru, to wciąż czuję, że coś we mnie będzie pamiętać (nieważne jak stary będę), jak przeszedłem przez mordęgę, gówno i harówkę do przynajmniej wspaniałomyślnej metody na śmierć.Nie zmarnować zupełnie swojego życia wydaje się godnym szacunku osiągnięciem, nawet jeśli tylko dla mnie samego.

Twój chłopak
Hank”

Adresat listu, John Martin, był długoletnim wydawcą i przyjacielem Bukowskiego. Gdyby nie Martin, to najsłynniejszy ‚obleśny staruch’ literatury być może nigdy nie zdecydowałby się zostać pisarzem. W 1969 rokuBukowski pracował na poczcie, gdzie zajmował się segregacją listów i był na dobrej drodze do zapicia się na śmierć, gdy Martin zaoferował mu 100 dolarów miesięcznie do końca życia, pod warunkiem, że Bukowskirzuci pracę i weźmie się porządnie za pisanie. Przyszła ikona niepokornej literatury zrobiła to i dwa lata później ukazała się debiutancka powieść „Listonosz”.....)

Nie czytałam wcześniej tego listu. Prawdy w nim ukryte,  chociaż ogólnie znane innym i mnie samej wstrząsnęły mną. W pewnym sensie odnalazłam siebie samą chociaż może nie aż tak bardzo doświadczoną w sensie "głębi poznania" :) Brak życiowego steru, nie wiedza, niewiara, a co za tym idzie bezsens życia. I cud  spełnienia po długie deszczowej drodze...........warto się zastanowić. Życzę wszystkim spełnionego cudu życia, nawet  w ostatnich latach życia.................................


wtorek, 27 marca 2012

ŻYCIE TO TYLKO ILUZJA

"Iluzją jest myślenie, że życie będzie trwało wiecznie. Wtedy głównym celem życia jest szukanie przyjemności i rozrywek oraz gromadzenie dóbr. Z perspektywy śmierci wszystkie te głupstwa, które robimy w życiu jawią się nam strasznie trywialne. Widzimy je jako rzeczy całkowicie bezwartościowe. Całe to poszukiwanie: zmysłowych przyjemności, związków, małżeństwa, posiadania domów, gromadzenia dóbr i samochodów, przeżywania doświadczeń, popłynięcia w górę Amazonki lub wspinania się po Himalajach, cóż to wszystko znaczy w obliczu śmierci?" 
Ajahn Brahmavamso

piątek, 23 września 2011

Warto czasami się zastanowić:)




Dorastaliśmy w latach sześćdziesiątych 
lub siedemdziesiątych...??? 
Jak, do cholery, udało się nam przeżyć???!!! 
Samochody nie miały 
pasów bezpieczeństwa, 
ani zagłówków, 
no i żadnych airbagów!!! 
Na tylnym siedzeniu było wesoło, 
a nie niebezpiecznie. 
Łóżeczka i zabawki były kolorowe 
i z pewnością  polakierowane 
lakierami ołowiowymi 
lub innym śmiertelnie groźnym gównem. 
Butelki od lekarstw i środków czyszczących 
nie były zabezpieczone. 
Można było jeździć na rowerze bez kasku. 
A ci, którzy mieszkali 
w pobliżu szosy na wzgórzu 
ustanawiali na rowerach rekordy prędkości, 
stwierdzając w połowie drogi, 
że rower z hamulcem 
był dla starych chyba za drogi... 
... Ale po nabraniu pewnej wprawy 
i kilku wypadkach... 
panowaliśmy i nad tym (przeważnie)! 
Szkoła trwała do południa, 
a obiad jadło się w domu. 
Niektórzy nie byli dobrzy w budzie 
i czasami musieli powtarzać rok. 
Nikogo nie wysyłano do psychologa, 
nikt nie brał korepetycji. 
Nikt też nie był hiperaktywny 
ani nie był dysklektykiem. 
Po prostu powtarzał rok 
i to była jego szansa. 
Wodę piło się z węża ogrodowego 
lub innych źródeł, 
a nie za sterylnych butelek PET. 
Wcinaliśmy słodycze i pączki, 
piliśmy oranżadę z prawdziwym cukrem 
i nie mieliśmy problemów z nadwagą, 
bo ciągle byliśmy na dworze i byliśmy w ruchu! 
Piliśmy całą paczką oranżadę z jednej butli 
i nikt z tego powodu nie umarł. 
Nie mieliśmy Playstations, 
Nintendo 64, 
X-Boxes, 
gier wideo, 
999 kanałów w TV, 
DVD i wideo, 
Dolby Surround, 
pendrajwów, 
komórek, 
komputerów 
ani chatroom’ów w  Internecie... 
... lecz przyjaciół !   
Mogliśmy wpadać do kolegów 
pieszo lub na rowerze, 
zapukać i zabrać ich na podwórko 
lub bawić się u nich, 
nie zastanawiając się, czy to wypada. 
Można się było bawić do upojenia, 
pod warunkiem powrotu do domu przed nocą. 


Nie było komórek... 


I nikt nie wiedział gdzie jesteśmy i co robimy!!! 
Nieprawdopodobne!!! 
Tam na zewnątrz, w tym okrutnym świecie!!! 
Całkiem bez opieki! 
Jak to było możliwe? 
Graliśmy w piłę na jedną bramę, 
a jeśli kogoś nie wybrano do drużyny, 
to się wypłakał i już. 
Nie był to koniec świata ani trauma. 
Mieliśmy poobcierane kolana i łokcie, 
połamane kości, czasem wybite zęby, 


ale nigdy,przenigdy, 
nie podawano nikogo z tego powodu do sądu! 
NIKT nie był winien, tylko MY SAMI. 
Nie baliśmy się 
deszczu, śniegu ani mrozu. 
Nikt nie miał alergii 
na kurz, trawę ani na krowie mleko, 
które dłużej pozostawione samemu sobie 
najnormalniej w świecie kwaśniało. 
Mieliśmy wolność i wolny czas, 
klęski, sukcesy i zadania. 
I uczyliśmy się dawać sobie radę! 
•Pytanie za 100 punktów brzmi: 
Jak udało się nam przeżyć???  
•A przede wszystkim: 
Jak mogliśmy rozwijać naszą osobowość???  
Też jesteś z tej generacji 


Jeśli tak, wyślij ten tekst jako mejla 
do twoich rówieśników. 
(Ale nie musisz, nic się nie stanie jak go olejesz 
długim i niezwykle niskim sikiem pawiana) 
Niech sobie przypomną, jak było. 
A inni niech zobaczą jak było… 
Pewnie, 
można powiedzieć, 
że żyliśmy w nudzie, ale... 
…k....!, 
przecież byliśmy szczęśliwi !!!         
Czyż nie? Dobranoc

sobota, 7 sierpnia 2010

KOLACYJKA Z PAPRYCZKĄ W TLE


Nie ma nic wspanialszego jak dobry posiłek zjedzony w dobrym życzliwym towarzystwie:). Trawi się go dobrze i pamięta długo. :):):):) Skromne faszerowane papryczki w dobrym towarzystwie stają się daniem wprost królewskim. Nie wiele trzeba  by być szczęśliwym :)!!!!!!!

środa, 19 maja 2010

Wzięłam sobie do serca, za bardzo ?

Trzeba być kimś, nie ma wyjścia. Zawsze się jest kimś określonym, chociaż to męczące. Nawet brak jakiejś cechy jest cechą. Nawet pozbawiona ubrania dalej jesteś po prostu ty-naga. Nawet nieprzytomna jesteś ty-bez-przytomności; nawet śmierć cię od tego nie uwolni, bo wtedy będziesz ty-martwa.
.....Olga Tokarczuk.......