poniedziałek, 9 maja 2011

VUCCIRIA SZALONA - PART 1


Palermo było zawsze miastem handlowym, od prawie 3000 lat. Tradycje handlowe w tym mieście są ogromne. Efektem chyba historycznym :) jest dziwne wrażenie  jakby handlował tu każdy z każdym, wszędzie i wszystkim. Chodząc ulicami tego miasta wydaje się , że to jeden wielki szalony stragan z różnościami.

W każdym miejscu czujesz się tak jakbyś uderzył głową w ścianę hałasu, wszyscy mówią, nawołują, śmieją sie, samochody trąbią, skutery, rowery....:)Głowa pęka:) Siedząc na tarasie jakiegoś lokaliku pod samym nosem, ściągając prawie wszystko ze stołu przejeżdża szybko skuter, motocykl w najlepszym razie rower. Właściwie nikogo to nie dziwi. Jest na to jakies społeczne zrozumienie i zgoda. Nie do pomyślenia w Polsce. Totalny chaos, który regulowany jest porami dnia. Zamiera i odradza się. Te same miejsca nagle są zupełnie inne.  Ten rytm dnia regulowany jest przez tradycje mieszkańców, pory roku, pory tygodnia oraz co chyba najważniejsze godziny. To właśnie godziny odpowiadają za poszczególne odsłony tego miasta czy miejsc, któe nas zaciekawiły. Tylko dekoracje z fasad kamienic pozostają  te same.
Spacerując po Starym Mieście w labiryncie uliczek nagle otwiera się feria barw, smaków, zapachów, typów ludzkich. To jak teatr czasu, który w tym miejscu jakby ciągnie się równolegle. Wszystkie wieki tradycji zmiksowane w cudowne wspaniałe miejsce - VUCCIRIE.

To wielkie szczęście, aby w czasie pierwszego pobytu w tym mieście trafić właśnie tutaj. Bazarowe opętanie, tutaj po prostu jest cała smakowa Sycylia. Można stać godzinami z szeroko otwartymi oczami w kompletnym zdumieniu, czy aby napewno dzieje sie to wszystko naprawdę. Patrzeć, wąchać i słuchać. To tak jakby wyjść z maszyny czasu. Tu czas się zatrzymał..... I nagle cisza, powoli uliczki pustoszeją i o godzinie 14-tej tylko brud i zwały śmieci świadczą, że działo się tutaj coś ważnego. Czy aby napewno???? Po sjeście to już inne miejsce. W zależności od dni tygodnia. Można tu wspaniale zjeść, wypić, spróbować dziwnych smakołyków lub chociażby łyknąć wspaniałe ostrygi. Szalone i piękne miejsce. Dobrze, że takie miasta są:) tylko wtedy podróże maja sens.
Vucciria jest prawdopodobnie najbardziej znanych i najstarszych rynków Palermo.

Renato Guttuso uwiecznił ten bazar  na swoim obrazie LA VUCCIRIA czyż ten obraz nie jest piękny?????????






















niedziela, 1 maja 2011

TRUDNO NIE WIERZYĆ W NIC

Czy w takim dniu można nie wierzyć?????? Trudno nie wierzyć w nic............................w nic ......................................................

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

TO MÓGŁ BYĆ ZWYKŁY ROK:) NA WSZYSTKO JEST ZŁOTY ŚRODEK



Po masowej amerykańskiej produkcji (zalewa nas zalewa - czy tego chcemy czy nie, kiedyś radzieckie kino robiło takie spustoszenia) chwila naprawdę fajnej polskiej komedii. Inteligentna, dowcipna:) no i obsada wspaniała. Film reżyserował Olaf Lubaszenko. Obsadził on zresztą świetnie swojego tatula w jednej z głównych ról.
......Wychowana w praskim klimacie Mirka, ukończyła prestiżowy wydział prawa. Choć wydawać by się mogło, że jej zawód to wręcz ujma na honorze rodziny z cwaniackimi korzeniami, okazuje się być dla mieszkańców starej kamienicy ostatnią deską ratunku... Polecam naprawdę warto obejrzeć.

środa, 13 kwietnia 2011

CATACOMBE DEI CAPPUCCINI

Katedra z olśniewającymi mozaikami Capella Palatina, przypominające meczet kopuły kościoła San Giovanni degli Eremiti, egzotyczny ogród botaniczny, a nawet tętniący życiem arabski bazar Vucciria nie są w stanie w pełni zaspokoić żądzy wrażeń  przybywających do Palermo. Kulminacyjnym punktem zwiedzania miasta jest dopiero zejście do korytarzy katakumb Kapucynów. Wizyta w podziemnym cmentarzysku z całą pewnością dostarcza silnych emocji, warto się jednak zastanowić, czy na pewno jesteśmy na nie gotowi... Mnie do odwiedzenia Katakumb skusiła chęć zobaczenia małej Rozalii Lombardo zwanej też pieszczotliwie "Bambolina". Dziewczynka zmarła w wieku 2,5 lat w roku 1920. Dziś miałaby ok. 93 lat. Jej wygląd po tylu latach praktycznie sie nie zmienił. Dziewczynka została bowiem zabalsamowana przez palermiańskiego lekarza Solafia. Swojej metody balsamowania doktor nie zdradził nikomu. Tajemnicę zabrał do grobu. Wiadomo jednak, że opierała się na wstrzykiwaniu w zwłoki różnych substancji chemicznych.
Nikt dokładnie nie policzył ile zwłok kryją labirynty zakonu kapucynów, ale szacuje się, że znajduje się w nich około 8 tys. zmumifikowanych ciał. Idąc posępnymi korytarzami trudno nie poczuć się osaczonym. Zabalsamowane zwłoki, ułożone w niszach w pozycji stojącej lub leżącej, znajdują się po obu stronach przejść. Jest ich tak dużo, że nie sposób odwrócić od nich wzroku. Francuski pisarz Guy de Maupassant tak relacjonował swoją wizytę w katakumbach: Czasem zdarza się, opowiadają, że jakaś głowa toczy się korytarzem, bo wiązadła szyi zostały wyżarte przez myszy.



Początkowo chowano tu wyłącznie mnichów, z czasem katakumby stały się miejscem spoczynku słynnych i zamożnych mieszkańców miasta. W Palermo stosowano różne metody mumifikacji. Najpopularniejsza polegała na wysuszaniu zwłok przez okres około ośmiu miesięcy. Kiedy ciało było wystarczająco wyschnięte moczono je w occie i aromatycznych ziołach, suszono na słońcu, wypełniano słomą i ubierano. Inną metodą wykorzystywaną zwłaszcza w okresie epidemii, było moczenie ciał w arszeniku lub roztworze wapiennym. Proceder preparacji zwłok uprawiano od 1599 do 1881 roku, kiedy został zakazany przez rząd włoski.











Większość przewodników turystycznych po Palermo przestrzega, zwłaszcza osoby o słabych nerwach, przed wizytą w katakumbach Kapucynów. Czym jest podziemne cmentarzysko? Miejscem refleksji nad kruchością życia? Strzeszcie się!!!! Z nami będzie podobnie, tylko, że my nie bedziemy mieć tyle szczęścia po śmierci!!!!:)


piątek, 4 lutego 2011

NIKIFOR Z JAWORZNI

Jan Bernasiewicz,

zwany "Bernasiem", urodził się 01.06.1908 r w Jaworzni - Gniewcach koło Kielc. Jego ojciec – Władysław zajmował się wypasem owiec. Jan sam o sobie mawiał: „Jestem chłopem wiejskim, polskim, pospolitym...”. Dzieciństwo spędził pomagając rodzicom w pracach gospodarskich i ukończył tylko 2 oddziały wiejskiej szkoły. Ożenił się dopiero w wieku 47. lat po śmierci obojga rodziców. Ciężko pracował i w latach 60-tych XX wieku zachorował trafił do szpitala. Pierwszym „jawnym działaniem” była budowa kapliczki – spełnienie ślubu, który uczynił w czasie choroby. Zdolności do rzeźbiarstwa przejawiał już w dzieciństwie, ale nie pozwalała mu na to matka. Dopiero po jej śmierci w wolnych chwilach rzeźbił, ale nie pokazywał swoich bojąc się dezaprobaty swego środowiska. Dopiero kiedy kilka jego rzeźb kupił społeczny inspektor ochrony zabytków – Jan Ciołak – Bernasiewicz zaczął pokazywać swoje prace. Pod koniec lat 70-tych XX wieku urządził w przydomowym ogródku „Małe Muzeum w Jaworzni”, które w roku 1981 przemianował na „Muzeum Jana Bernasiewicza w Jaworzni”. Znajdowało się tam ponad 700 prac, przede wszystkim postaci zasłużonych dla Polski i związanych z jej tradycją i historią. Uważał, że niewystarczająco znani są "Ojce naszej Ojczyzny Polski" i jeśli się stworzy takie miejsce "meblowane historią Polski", to wszyscy: dziecko ze szkoły podstawowej, czy prosty rolnik z kieleckiej wsi będą mieli wgląd w historię naszego kraju. Początkowo chciał, aby pochowano go w ogródku, obok rzeźb, jednak na krótko przed śmiercią, która nastąpiła 24.11.1994 roku, zdecydował się na przekazanie swoich prac Muzeum Wsi Kieleckiej – Skansenowi w Tokarni, gdzie możemy podziwiać je do dziś na wystawie stałej „Ocalić od zapomnienia. Jan Bernasiewicz, twórca ogrodu rzeźb”. Zachowały się pamiętniki, które spisywał za życia. Opisane są w nich niemal wszystkie stworzone rzeźby. W swojej twórczości porównywany jest do Nikifora. Nie posiadając żadnego przygotowania teoretycznego, stworzył własny styl i jako prosty człowiek osiągnął zdumiewające rezultaty. Jeszcze za jego życia ogród rzeźb często i tłumnie odwiedzali Niemcy, a także przedstawiciele telewizji, radia i prasy.




Twórczość Jan Bernasiewicza opisywała w wierszach jego żona – Maria.



Wstaję o świcie i myślę sobie
co ja dziś nowego zrobię
Moje myśli były pierwsze
Ty rób rzeźby, a ja wiersze
I nabraliśmy ochoty, wzięliśmy się do roboty
ak się jakoś skojarzyło, rzeźby więcej nam przybyło
I ja z wierszami wyruszę, to Ciebie doścignąć muszę
I ścigamy się czynami, On rzeźbi, a Ja z wierszami
Maria Bernasiewicz 1995


wtorek, 1 lutego 2011

Marionetki Geahk Burchill




Proces tworzenia, to proces złożony. Od przebłysku myśli, poprzez rozwiązania techniczne, materiałowe, estetyczne. Szalona wyobrażnia połączona z determinacja powołania do zycia "coś" lub "kogoś" . Kocham marionetki. One żyją gdy my śpimy..........................